Każdy przeciętny 'oglądacz filmów' spotkał się kiedyś z jakimś sequelem. Niektóre filmy mają jeden, inne dwa, a do policzenia niektórych potrzebny jest dobry kalkulator. Powszechnie też wiadomo, że najczęściej pierwsza część jest najlepsza, druga najgorsza, a gdy jest trzecia to jest ona lepsza od drugiej, ale gorsza od pierwszej. Pierwsze, co mi przyszło do głowy jako doskonały tego przykład, to trylogia "Blade'a". Przeanalizujmy zatem kilka znanych przykładów filmów posiadających sequele i sprawdźmy, w ilu przypadkach się wspomniana zasada sprawdzi.
Gwiezdne wojny
Te filmy rozpatrzymy na dwa sposoby. W pierwszym potraktujemy starą trylogię jako część pierwszą, a nową trylogię jako część drugą. W tej sytuacji zdecydowanie zasada się sprawdzi. Stara trylogia jest zdecydowanie lepsza od nowej. Dużo gorzej sprawa wygląda, gdy zaczniemy analizować każdą część oddzielnie. O ile w starych częściach trudno jest ustalić, która była lepsza, a która gorsza, o tyle w nowych jest to bardzo jasno zauważalne. Mroczne widmo powinno pozostać tylko widmem w historii kina. Fani serii chcieliby zapewne o tym szybko zapomnieć. Zdecydowanie lepsza jest już część druga, Atak klonów. Padme po dziesięciu latach (bo tyle minęło między wydarzeniami z tych dwóch części) wygląda dokładnie tak samo, a grająca ją Natalie Portman jak zwykle nie prezentuje żadnych umiejętności aktorskich. To samo można powiedzieć o Haydenie Christensenie. Na szczęście los drugiej części ratuje Samuel L. Jackson jako mistrz Mace Windu. Trzecia część jest jeszcze lepsza, ale i tak daleko jej do oryginalnej trylogii.
Blues Brothers
Trudno mi pisać o jednym z moich ulubionych filmów, więc zrobię to szybko i na temat. Pierwsza część, nic dodać nic ująć. Znakomite kreacje Dan'a Aykroyd'a i Johna Belushi oraz wielu gwiazd muzyki jazz, blues, soul, country itp. (między innymi Cab'a Calloway'a, Ray'a Charles'a i Arethy Franklin). 18 lat po nakręceniu pierwszej części stworzono część drugą pod tytułem "Blues Brothers 2000". Film miał wielką szansę dorównać pierwowzorowi, ale pojawiła się szamanka, która zamieniła głównych bohaterów w zombie i tym właśnie film podpisał na siebie wyrok. A zapowiadało sie tak pozytywnie.
Indiana Jones
Ze współpracy George'a Lucas'a ze Steven'em Spielberg'iem może wyjść tylko sukces i tak właśnie było w przypadku trylogii Indiany Jonesa. Na tym mógłbym skończyć rozdział poświęcony tym filmom, gdyby nie fakt zbliżania się wielkimi krokami części czwartej. Szczerze mówiąc, pomysł zrealizowania kolejnej części 23 lata po trzeciej nie wydawał mi się zbyt dobry. Jaki mógłby być podtytuł, "Indiana Jones na emeryturze"? Czas pokaże co z tego wyjdzie.
Moda na sequele trwa od lat i nie zapowiada się, żeby miała szybko przeminąć. Każdego tygodnia pojaiwają się plotki na temat planów realizacji kolejnych części słynnych filmów. Jakiś czas temu mówiło się, że Quentin Tarantino planuje zrealizować trzecią część filmu "Kill Bill", ale miałoby to nastąpić dopiero za 13 lat. Podobny okres czasu przewiduje Matt Damon na realizację czwartej części przygód Jasine'a Bourne'a. Faktem stała się już natomiast praca nad kolejnymi częściami Terminatora (gdzie swój udział mieć będzie Cristian Bale), Supermana (w roli głównej ponownie Brandon Routh) oraz wielu innych superprodukcji, nie znaczy to jednak, że sequele do superprodukcji będą się także zaliczać.





